Wszystko, czego nie zaplanowałam – podsumowanie roku 2019

Jak ja to kocham! Plany, podsumowania, procesy. Mogłabym wszystko to pięknie rozpisywać, a później krok po kroku realizować. Ile mi to sprawia radości, ile daje satysfakcji! – przyznać się kto spodziewał się takiego wstępu? 

Robienie wielu rzeczy, ogarnianie, realizowanie celów – podobno z tym się kojarzę. Że co sobie postanowię, to zrobię, że plany realizuję z wyprzedzeniem, że w ogóle ochy i achy. Doprowadzam tym ludzi do szału, wiem. Tylko czasem zastanawiałam się dlaczego oni myślą, że wszystko tak świetnie mi się udaje?

Mój 2019 był rokiem odwagi, więc co mi tam, skoro jeszcze trwa, czas postawić kropkę nad i i trochę odkurzyć mit “najlepszego stratega w mieście”.

Wszystkie fajne rzeczy, które zrobiłam w 2019 roku nie były zaplanowane.

Najfajniejsze momenty? Spontaniczne! Największe sukcesy? Osiągnięte bez wpisów do kalendarza. Studia – fajne, ale Ci ludzie – nigdy bym nie pomyślała, że poznam tak niesamowite osoby.

Wyjazd do Malagi w kwietniu? Gdyby nie moi przyjaciele w ogóle bym nie pomyślała, żeby tam wyjechać. Wróciłam bez pieniędzy i z wielkimi przemyśleniami. To tam zrozumiałam czym się chcę zajmować.

Dałam się poznać i otworzyłam się na innych. To przyniosło niezwykłe rezultaty.


To nie jest tak, że ja to sobie wszystko wymyślam, to nie jest tak, że każdy realizowany pomysł w całości, ba nawet w połowie, należy do mnie, wcale nie! Znaleźli się wokół mnie ludzie, którzy postanowili powierzyć mi swoje marzenia i powiedzieć – zróbmy to razem. To się wydarzyło dzięki temu, że trochę opuściłam gardę i pozwoliłam ludziom do siebie podejść. Trochę im o sobie poopowiadać, trochę im siebie pokazać. Różnie się to kończyło, ale to właśnie ten krok sprawił, że w tym roku zaangażowałam się w naprawdę niesamowite projekty. Jeden z nich znacie bardzo dobrze, to Zdalniacy, których robię z agencją Leżę i Pracuję i Wheelkathon – maraton innowacji. Ale to także inne projekty, badania, kampanie, w których ludzie po prostu mi zaufali. Nie dlatego, że mam portfolio. Dlatego, że mnie poznali.


Drzwi nie otwierają się same, otwierają je ludzie. Muszą tylko wiedzieć, że za nimi stoisz – trzeba pukać!

Nawiązując poprzedniego – to nie jest tak, że ustawia się do mnie długa kolejka i każdy chce coś dla mnie zrobić. Ani trochę. Nikt nie domyśli się, że czegoś mi potrzeba, że czegoś szukam, że chcę czegoś spróbować. Trzeba z ludźmi rozmawiać mówiąc im o swoich planach i pomysłach. Wiąże się to z tym, że czasem te opowieści skończą się tylko na opowieściach, a czasem może się okazać, że ktoś chętnie Ci pomoże, wesprze, podpowie. Tylko trzeba dać innym szansę i pukać do ich drzwi. Tak było, kiedy napisałam do Adama Pawłowskiego z prośbą o krótką praktykę sommelierską. Powiedział – ok. I tak trafiłam do Kieliszków na niezwykle ciekawe dwa dni. Wielka nauka, wielka!

Nie zrobiłam wszystkiego, co zaplanowałam.

Tylko nie mówicie mi, że jesteście zdziwieni! Tak, to prawda, nie zrobiłam wszystkiego, co sobie zaplanowałam w styczniu 2019 roku. I teraz powiem Wam dlaczego.

***

Jak planować, żeby być zadowolonym nawet jeśli nie zrealizuje się postanowień noworocznych?

Nieee, nie chodzi mi o to, że to będzie prowizorka, skąd. Po prostu proponuję spojrzeć na to zagadnienie inaczej. Od razu zaznaczam, że nie da się tego zrobić w 10 minut, że czasem może nawet będzie nieprzyjemnie i że różnie się to może skończyć. Ale jak mówiła zdaje się druga żona Cezarego Pazury – kto nie ryzykuje, ten nie pije szampejna. No to lecimy.

  1. W 2017 roku przygotowałam sobie strategię na 3 lata. To pozwoliło mi spojrzeć na moje plany jakoś tak bardziej całościowo. Dało mi ogólną wizję i wyznaczyło kierunek. W tym roku zrobię to samo, na kolejne 3 lata.
  2. Od 2017 roku robię postanowienia w trzech najważniejszych dla mnie obszarach. Wtedy, z różnych względów, były to dla mnie pieniądze, praca i rodzina. W kolejnych latach były to praca, edukacja, przyjaciele. Wciąż pracuję nad tym ile tych obszarów ma być i jak powinny wyglądać. Ale to jest zmienne i każdy może tu wpisać co chce – może to być zdrowie, związek, marzenia, emocje, przyjemności. Najważniejsze, by każdy obszar uzupełnić tym, co w danej chwili chcemy robić. To znaczy, jeśli nasze obszary to praca, rodzina i marzenia, to musimy wypisać po kolei wszystkie rzeczy, które chcemy zrobić w danym obszarze. I teraz ważne – wypisujemy je w taki sposób jakbyśmy w tym roku mieli zająć się tylko tym, jakby nie było żadnych ograniczeń i innych zobowiązań. Czyli na przykład obszar praca – co bym zrobiła w tym roku, gdybym miała robić tylko to, co związane jest z moją pracą, nic więcej. To bardzo wyzwalające i… trochę niebezpieczne. Ja w 2018 roku napisałam, że nie chciałabym już ”przychodzić” do pracy. Wydawało mi się to wtedy niemożliwe… wszyscy wiemy jak się skończyło. Także nie mówcie, że Was nie ostrzegałam!
    Wypisujemy te rzeczy w każdym obszarze, a później patrzymy na nie razem. Czy da się coś ze sobą połączyć, czy to układa nam się w jakiś konkretny kierunek, czy to coś nam pokazuje? Jakby byłby ten idealny rok, gdyby można było to zrealizować?
  3. Następna sprawa jest prosta – wypisujemy wszystkie najważniejsze momenty poprzedniego roku. Wybieramy 4 najfajniejsze chwile, zdarzenia i 4 takie, w których chcemy się trochę podreperować. Następnie wybieramy jeden fajny moment (może być kilka, ale nie lubię zamieszania) i myślimy jak można go wzmocnić i podkręcić, oraz jeden obszar do poprawy i zastanawiamy się czy chcemy go poprawić a jeśli tak, to jak.
  4. Nie robię konkretnych planów, wyznaczam kierunki. Tak, wiem, to zupełnie inaczej niż w “Świecie kołcza”, ale co mam zrobić – “u mnie działa”. Nie skupiam się na tym, by dokładnie opisywać cele, mierzyć je, tworzyć pod linijkę. Ja tak dużo zmieniam i tak często moje plany się weryfikują, że tworzenie sztucznych schematów byłoby dla mnie po prostu nudne i bez żalu bym to wszystko rzuciła, nic nie realizując. Kierunek – to mi wystarcza.
  5. Naprawdę chcę zrobić to, co chcę zrobić. To mnie ogromnie motywuje i nakręca, bo ja realizuję tylko te cele, które naprawdę chcę osiągnąć. Różne ludzie mają ambicję i nic mi do tego. Chcą czytać po 100 książek rocznie? Bardzo im kibicuję. Ale nie poddaję się temu. Ja nie chcę czytać 100 książek rocznie. Tak samo jak nie chcę biegać czy uprawiać jogi.
  6. Jestem gotowa na zmiany, modyfikację, improwizację. Co miesiąc sprawdzam swoje cele. Jeśli jakiś już nie pasuje do mnie czy do tego jak się rozwijam, po prostu go wykreślam! We wrześniu 2019 zaplanowałam sobie trochę tego 2020 roku. Dziś wiem, że nic, absolutnie nic z tych planów nie będzie. Bo od tego czasu ja się zmieniłam, sytuacja się (bardzo!) zmieniła, cały mój świat się zmienił. I nie będę załamywać rąk, wręcz przeciwnie! Powiem – ahoj przygodo!

A teraz najważniejsze – to, że mój sposób planowania jest dobry dla mnie, wcale nie znaczy, że będzie dobry dla Ciebie. Już wyjaśniam dlaczego.

Dopiero pod koniec roku zdiagnozowałam swój styl myślenia i działania. To otworzyło mi nie drzwi a wrota. Czuję, że moje możliwości wzrosły tysiąckrotnie. Poważnie! Dzięki temu wiem jak lepiej pracować, uczyć się i motywować. Rozumiem co mi sprzyja, a co mnie zniechęca. Wiem jak sprawić, że będę skupiona i uważna, wiem co zrobić, żeby odpuścić bez żalu. I wiem też, że inni mają inaczej. Tworzenie ogólnych schematów nie ma sensu, w tym obszarze trzeba wychodzić sobie swoją ścieżkę – tak to widzę.

Jak ja to zrobiłam? Zdradzę Wam to zupełnie za darmo (choć później trzeba będzie trochę zapłacić). Skorzystałam z dwóch popularnych testów – Test Gallupa (można go zrobić w każdej chwili, podstawowa wersja – absolutnie wystarczająca – kosztuje ok 98 zł) i FRIS’a (test + rozmowa z trenerem, od 300 – 800 zł, zależy gdzie) – narzędzia diagnozującego to jak myślimy i to jak działamy (mogę Wam pokazać jak wyglądają karty wyników i trochę o tym opowiedzieć, dajcie znać na feju lub insta). Te dwie rzeczy pozwoliły mi zrozumieć dlaczego dotychczas zachowywałam się tak a nie inaczej, jaka jest najlepsza droga do zmiany mojego zachowania i przyzwyczajeń. Znaczy, że się przydało.

To chyba tyle. Nie patrzcie tak na mnie, nie obiecywałam żadnych gotowych rozwiązań! Ja wiem jak to jest – chciałoby się już wszystko wiedzieć dziś. Ale to się tak nie da chyba. Bo planowanie to przede wszystkim spotkanie ze sobą. I to nie jest łatwe, wiem o tym doskonale. I co, tak bez żadnej apki, kalendarzy? Bez niczego? Ano bez niczego. Bo na co nam te apki, jeśli jeszcze nie wiemy co do nich wpisać.

Na swoim instagramie zapytałam Was co jest najtrudniejsze w postanowieniach. Jak sobie to złożyłam do kupy, to wyszło, że nie macie na nie czasu, ochoty, a nieprzewidywalność świata i brak wytrwałości doprowadzają do frustracji. I ja to rozumiem. Dlatego robię to inaczej. 

A jakie są moje plany na 2020? Jeszcze nie wiem, ale wiem na pewno jakie hasło będzie tym przewodnim.

Rewolucja. To z pewnością będzie rewolucja.

Photo by Emma Matthews Digital Content Production on Unsplash

2 comments

  1. Ilo
    30 grudnia 2019 at 23:46

    Teache me!

  2. Garny
    31 grudnia 2019 at 07:15

    Dobre ?

Leave a Reply