Maraton Innowacji – po co się robi takie wydarzenia?

Co to jest Wheelkathon?

Wheelkathon to połączenie dwóch słów – Wheelchair (to wózek inwalidzki) i hackathon (wydarzenie dla programistów i kreatywnych, na którym poszukuje się rozwiązań dla przedstawionych problemów). Szybki wniosek? Wheelkathon to impreza, na której będziemy rozwiązywać problemy osób z niepełnosprawnością ruchową. A jeśli organizatorem wydarzenia jest Agencja Leżę i Pracuję*, jasnym jest, że problemy te będą dotyczyć pracy zdalnej.

*Agencja Leżę i Pracuję to pierwsza w Polsce agencja marketingowa, która powstała po to, by dać pracę osobom z niepełnosprawnością ruchową.

Kiedy Majka (CEO LiP) powiedziała, że zaprasza mnie do Jury od razu podskoczyłam z radości z pytaniem – jak mogę pomóc. I tak zaczęła się moja przygoda z pierwszym Maratonem Innowacji.

Jakie były założenia?

Maraton miał być odpowiedzią na konkretne wyzwania konkretnych osób. Zespoły nie pracowały na wymyślonych problemach, ale same mogły wybrać komu i w czym chcą pomóc. Bohaterami Wheelkathonu byli pracownicy Leżę i Pracuję, którzy na co dzień zmagają się z dziesiątkami większych i mniejszych problemów – brak odpowiedniego biurka, które będzie dostosowane do wielkości wózka, niestabilne krzesła, z których nie są w stanie się podnieść, problem z precyzyjnym trafieniem w konkretne miejsce na ekranie monitora, ograniczony ruch rąk itd. Zespoły mogły się ich radzić, poprosić o pokazanie jak pracują, co jest dla nich ważne i co może im pomóc.

Maraton innowacji Leżę i Pracuję Wheelkathon

 

Gdzie rodzą się pomysły?

W pierwszej części zrobiłam krótką prezentację o tym czym jest prototyp i kiedy można się za niego zabrać. Ważne było to, by nie ruszyć od razu do tworzenia rozwiązań. Namawialiśmy uczestników, by najpierw skupili się na temacie – dla kogo projektują? Kim jest ta osoba? Co jest dla niej wyzwaniem? Co jest dla niej ważne? Jak wygląda jej dzień w pracy? Projektując dla osób z niepełnosprawnościami często nie zdajemy sobie sprawy jakie są ich codzienne wyzwania. Nasz dzień często nie wygląda tak samo, nasze stanowiska pracy są różne, nasza wydajność jest inna. Żeby zaprojektować coś, co będzie działać, trzeba zrobić to wspólnie z użytkownikiem. Wysłuchać go, zrozumieć i dopiero zacząć tworzyć rozwiązania.

Maraton innowacji Leżę i Pracuję w Katgowicach

Po co się robi takie wydarzenia?

Przede wszystkim po to, żeby ćwiczyć. A co?

Pracę w zespole – posłużę się tu wnioskami mądrzejszych ode mnie. Na jednej z konferencji Rafał Flis z Fundacji „Zwolnieni z teorii” powiedział mniej więcej to: praca zespołowa to coś, czego nie uczymy się w szkole i na studiach. Czas edukacji to często czas samodzielnego zmagania się z książkami i ćwiczeniami. To uczenie się do testów, w których poprawna jest tylko jedna odpowiedź. Klucze maturalne zabijają kreatywność. Sama wiem o tym doskonale, bo mimo że zawsze pisałam dobrze i z wypracowań miałam 6, to maturę zdałam średnio. Popłynęłam z Szekspirem, którego zawsze uwielbiałam. Dzięki Lady Makbet, do dziś Ci to pamiętam.

Odrzucanie i nieprzywiązywanie się do swoich pomysłów – jeden pomysł to za mało (nawet jeśli jest Twój). Ważne jest porzucanie pomysłów, tworzenie kolejnych, łączenie ich ze sobą.  I znów – praca zespołowa. Trwanie przy swoim, kiedy inni przekonują Cię, że to nie jest najlepsze rozwiązanie, nie prowadzi do rozwiązania. Odpuszczanie trzeba ćwiczyć. A hackathony to świetne miejsce, żeby proponować, zostać odrzuconym i dalej bawić się świetnie.

Empatię – jak zaprojektujesz narzędzie dla osoby, która może poruszać tylko głową? Która ma sprawną tylko jedną rękę lub nie może się swobodnie poruszać na boki. Jesteś sobie w stanie to wyobrazić? Wczuć się w jej codzienność? Jak się dowiesz „jak to jest”, jeśli z nią nie porozmawiasz? Bez tego nie będziesz w stanie zrozumieć jej codzienności i wyzwań. A jeśli ich nie zrozumiesz, to ich nie zmienisz, nie zmodyfikujesz, nie usprawnisz.

Łamanie stereotypów – cały dzień spędziliśmy razem, sprawni i Ci z niepełnosprawnościami. Rozmawialiśmy otwarcie, śmialiśmy się, poznawaliśmy się. Zespoły wiedziały, że mogą otwarcie pytać o to, co jest im potrzebne w projekcie, a nasi bohaterowie podchodzili do kolejnych stołów projektowych i podpytywali, doradzali a czasem burzyli całe koncepcje. No cóż, na tym polega prototypowanie. Fajnie, że mogliśmy robić to wspólnie.

Kreatywność, sprawne myślenie – czas jest ograniczony, wyzwanie duże a zasoby ograniczone. Trzeba zebrać informacje, wpaść na pomysł, obgadać go, stworzyć prototyp, przetestować go, zrobić kolejny. Po całym dniu mózg czuje się jakby przerzucił tonę węgla do elektrowni innowacji. 

Wheelkathon - Leżę i Pracuję

Jakie projekty wygrały?

Naprawdę nie było łatwo zdecydować – wszystkie projekty miały w sobie „to coś”, każdy był potrzebny i każdy użyteczny, np. Drużyna KSW przygotowała wspaniały projekt biurka, Neuro Team stworzyli wizjonerskie i wybiegające w przyszłość narzędzie do śledzenia wzroku, a Borówki platformę do zlecania prostych, codziennych zadań. Sami widzicie – bycie jurorem to nie jest bułka z masłem! Ostatecznie doszliśmy do porozumienia i wyniki prezentowały się następująco:

Nagroda powędrowała do Innovation Council za klawiaturę z plastycznego materiału dopasowaną do kształtu dłoni, wyróżnienie przyznaliśmy zespołowi Scalac, który zaprojektował system umożliwiający precyzyjne trafienie wskaźnikiem (mysz, trackball itd.) i przyciąganie wskaźnika myszy do najbliższych elementów interaktywnych.

Gratulacje!

Dzięki, że mogłam być częścią tego wydarzenia. I z ogromną przyjemnością to właśnie tej imprezie oddaję mój pierwszy wpis na blogu o poszukiwaniu rozwiązań. Lepszego tematu nie mogłam sobie wymarzyć.

Dziękuję zespołowi Jurorów – dużo się od Was nauczyłam!

Ewa Sobula (Zendesk), Małgorzata Wójcik (specjalistka w dziedzinie rehabilitacji), Piotr Rudnicki (Google), Artur Szafik (Leżę i Pracuję).

Wheelkathon - Leżę i Pracuję

Foty: Sylwester Smigielski

Leave a Reply