Bez etatu, zdalnie i na emigracji – pierwszy miesiąc po wielkich zmianach

Tak, stało się. W styczniu zostawiłam pracę marzeń na etacie w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy (po 13 latach!), zostawiłam posadę marketingowca w SiemaShopie, zawiesiłam swoją działalność gospodarczą i przeniosłam się do spółki, zmieniłam mieszkanie w Warszawie a żeby to wszystko jeszcze doprawić odrobiną pikanterii, wyjechałam na stałe do Londynu. To tak w skrócie.

Przecież nie tak miało być…

Inaczej to sobie wymyśliłam. Wszystkie, dosłownie wszystkie założenia dotyczące wyjazdu zagranicę, pracy zdalnej, realizowania projektów w Polsce, szukania pracy w Londynie i prowadzenia życia w stylu #nowyroknowaja zupełnie nie wypaliły. Poważnie 🙂 Wszystko, co sobie zaplanowałam, się nie udało.

Praca zdalna – wszyscy jej to obiecywali, ale się nie sprawdziło. Teraz ich nienawidzi

Tak mógłby brzmieć tytuł wielkiego prasowego atrykułu w kolumnie “obalamy mity o pracy zdalnej”, którego mogłabym być główną bohaterką. Ale od początku.

Kiedy jeszcze w styczniu przychodziłam do biura, wydawało mi się, że praca zdalna (którą zacznę od lutego) to będzie prawdziwe życie jak w Madrycie. Kawiarnie, herbatki, piękne widoki, sama decyduję co i kiedy robię, mam dodatkowe 8 godzin na rozwój mojego biznesu. Po miesiącu o moich pomysłach i przekonaniach mogę powiedzieć jedno – większej bzdury nie słyszałam.

 

Największe pułapki pracy zdalnej

Największe pułapki pracy zdalnej, które sobie po tym miesiącu wynotowałam, to:

 

  • przekonanie, że praca w biurze i praca zdalna to w zasadzie to samo, tylko w innym miejscu – błąd!
  • przekonanie, że WIEM jak pracować zdalnie, bo przeczytałam o doświadczeniach innych i znam teorię jest przekonaniem błędnym
  • nie jestem w stanie wszędzie się skupić i działać konstruktywnie, potrzebuję określonych warunków, które muszą zostać spełnione, bym mogła pracować
  • założenie, że w każdym miejscu (kawiarnia, biblioteka) znajdę wszystko, co potrzebne mi jest do pracy – od wygodnego krzesła po internet – to założenie w najlepszym wypadku błędne, najczęściej to po prostu katastrofa
  • założenie, że będę pracować 8 godzin dziennie jak w biurze jest nieprawdziwe
  • działanie bez planu jest codzienną udręką i walką z bieżączką, co pochłania energię, jest czasochłonne, a do tego wszystkiego zupełnie, ale to zupełnie bezproduktywne

 

Teatr Narodowy

Po przylocie do Londynu wydawało mi się, że zorganizuję swoje życie na nowo w trzy dni i od razu zacznę działać i pracować. Tymczasem okazało się, że hola hola, to nie jest takie hop siup. Zmiana kraju, języka, systemu pracy, klientów, komunikacji – naprawdę chciałam to wszystko zrobić w trzy dni? Dziś już wiem, że to po prostu nie było możliwe, a stało się tak między innymi dlatego, że naprawdę wszyscy i wszędzie przekonywali, że praca zdalna to jest prezent od losu i przejście na nią na pełen etat to żaden problem. Dziś wiem, że trzeba się do tego solidnie przygotować. I pozwolić sobie na popełnianie błędów.


Największe pułapki w kreatywnej pracy zdalnej


Praca zdalna sama w sobie to jedno, ale kreatywna praca zdalna, bez zespołu, bez możliwości konfrontowania swoich pomysłów i idei… to dla mnie katastrofa. Przez ten miesiąc dostrzegłam “oczywiste oczywistości”, o które nie zadbałam i których teraz bardzo pilnuję:

  • człowiek kreatywny to człowiek wyspany i najedzony
  • kiedy pracuje się z domu, domowe emocje przenoszą się na chęć do pracy i kreatywność. Pracując z domu tym większą uwagę należy zwracać na relacje z osobami, z którymi się mieszka i które są nam bliskie
  • kreatywność potrzebuje inspiracji – trzeba zaplanować sobie czas na oglądanie / słuchanie / czytanie – nie można traktować tego “wynikowo”
  • trzeba spotykać się z ludźmi i dbać o relacje – online to nie to samo co wspólne wyjście nad Wisłę czy na wystawę, ale to wciąż coś wspólnego


Kiedy zebrałam te wszystkie przemyślenia, postanowiłam rzecz jasna zaprojektować sobie swoją zmianę. Wcześniej wydawało mi się, że muszę ją zaplanować – mieć jasno rozpisane zadania, konkretne rezultaty, trzymać się pierwotnych założeń. Dziś wiem, że zmianę trzeba zaprojektować, ale pozwolić jej rozwijać się w zastanych i często niespodziewanych warunkach. Trzeba wyznaczyć sobie cele i ramy, ale nie więzić się w konkretnych rozwiązaniach. Określić rezultaty i pozwolić sobie dojść do nich w dowolny sposób.

 

Czym dziś kieruję się w planowaniu pracy?

  • traktuję się jak firmę – mam wyznaczone cele, mierzę je, zapisuję podsumowania dnia, tygodnia, miesiąca, tworzę sobie wyzwania. Słowiem – wiem dokąd idę.
  • jestem gotowa na błędy i porażki. Dużo testuję i sprawdzam co się udaje a co nie. Na każdą zmianę patrzę z optymizmem i szansą na usprawnienie procesów
  • dbam o siebie jak o pracownika – pracuję w określonych godzinach, pilnuję posiłków i ich jakości, nie siedzę po nocach (i po uszy) w robocie
  • wydzielam swój czas w kalendarzu, trzymam się wyznaczonych godzin, które poświęcam na plan “warszawa” i plan “londyn”
  • nie biorę wszystkich zleceń – wyznaję zasadę “mądrzej, nie więcej”

Jaki będzie kolejny miesiąc?

 

Kawiarnia

Będzie zdecydowanie łatwiej. Mam już swoje stałe stanowisko pracy w domu – ciepłe, wygodne, z dostępem do prądu i internetu. Trzymam się wyznaczonych godzin i działam w konkretnych blokach tematycznych. Podzieliłam sobie zadania na najbliższe dni, wiem po co je robię i do jakiego celu mnie przybliżają.

Ten porządek, to, że nad tym zapanowałam, daje mi ogromną satysfakcję i tylko nakręca do dalszego doskonanlenia przede wszystkim myślenia o pracy zdalnej. Bo znów doświadczenie pokazało, że każdy z nas rozumie pewne zagadnienia inaczej, każdy ma inne motywacje, inaczej podchodzi do tego, co go spotyka. Każdy z nas inaczej pracuje.

***
Mój tekst zbiegł się z wielkim boomem informacyjnym o pracy zdalnej. Robiłam tą metodą spotkania, konferencje i szkolenia. Prowadziłam cykl warsztatów, wykładów i konsultacji. Od lat pracuję zdalnie nad dużymi i mniejszymi projektami, a i tak przejście na tryb zdalny 100% było dla mnie uciążliwe i jak widzicie przyniosło wiele przemyśleń.

Słuchajmy innych, czytajmy i uczmy się, ale pamiętajmy, że bardzo trudno jest przeszczepić coś 1:1 na nasz grunt. Słuchajmy, ale bądźmy krytyczni. I nie bójmy się próbować.

Zdjęcie główne:  Roberto Nickson on Unsplash

Leave a Reply