Wszystko jest fantastyczne! :) <3

Dużo oglądam, dużo czytam. Obserwuję ludzi. Taką mam pracę, tym się interesuję. Wy wrzucacie, ja mam robotę.

 

Czytam komentarze, bo interesuje mnie nie tylko samo dzieło, ale także odbiór tegoż przez społeczność autora. I jak od dawana nic nie pisałam, tak teraz zmuszam się, by nie wyrzucić z siebie soczystej jak krwisty stek wiązanki. A kilka ładnych znam.

 

Obiektywnie. Patrząc bez emocji, bez bycia częścią społeczności, bez różowych okularów. Pewne rzeczy są dobre, pewne są złe. I trzeba się z tym pogodzić.

 

To jest złe:
Kościoły, które wyglądają jak kury
Architekci! Zebrane przez Kościoły, które wyglądają jak kury

To też:

 

I to:

z12343409Q,Obraz-przed-i-po--renowacji-
foto: gazeta.pl, a ta z reddit.com

I na koniec (pozdro Kara):

 

I to nie dlatego, że jest to śmieszne, że jest „głupie” czy nie wiem, jakkolwiek to nazywasz. To jest źle, nieprofesjonalnie wykonana robota. Błąd. Zła decyzja. Ktoś tych ludzi powinien powstrzymać. Ale niestety tego nie zrobił. Obawiam się, że było wręcz przeciwnie.

 

Zmierzam do tego, że na rzeczy obiektywnie złe ludzie reagują dobrze. Co tam dobrze – znakomicie! A ja nie wiem dlaczego. I to mnie gryzie.

 

Czas na analogię:
Przyjaciółki, spotkanie. Jedna właśnie wyszła za mąż, dziewczyny wspominają cudne wesele. Mąż taki przystojny, zakąski też niczego sobie, wzruszeniom nie było końca. Panna młoda wyciąga zdjęcia ślubne, by jeszcze przez chwilę  powspominać ten wspaniały dzień.

 

Dziewczęta oglądają fotografie, pieją z zachwytu. „Cudnie razem wyglądacie”, „ta sukienka była oszałamiająca”, „miałaś niesamowitą fryzuję”. No i dobra, i spoko. Tylko czemu one to mówią, gdy na tych cholernych zdjęciach panna młoda ma kieckę upapraną barszczem, w tle majestatycznie rozpościerają się śmieci wypadające z kubła (głównie puszki po Warce Strong), a przy bucie pana młodego leży mały jeżyk. Martwy.

 

Serio, nikt tego nie widzi?

 

Jestem ostatnią osobą, która powie, że coś musi być idealne i chociaż sama staram się robić to, co robię najlepiej jak potrafię, wiem, że czasem mi nie wychodzi. Ale wiem o tym. I nie udaję, że jest inaczej. I byłoby mi bardzo, bardzo źle, gdyby ludzie wokół mnie zamiast powiedzieć mi, że coś poszło nie tak, klepali mnie po plecach mówiąc jak jest wspaniale.

 

Czy nie mamy już w sobie żadnego wewnętrznego krytyka? Czy wystarczą nam pełne optymizmu komentarze ludzi? Czy w ogóle dopuszczamy do siebie myśl, że coś robimy źle?

 

A na koniec, czy w takiej społeczności ludzie:
a) serio są zachwyceni
b) nie podoba im się, ale chcą się przypodobać, więc słodzą
c) chcą dodać otuchy twórcy, wesprzeć dobrym słowem, nawet jeśli coś nie wyszło
d) to jest świetne, a ja się nie znam

 

Nie znam odpowiedzi i jestem gotowa się z tym pogodzić. W końcu zawsze mogę powiedzieć, że duży jeż to mały kot, który śpi. Ale z drugiej strony – dlaczego nie jesteśmy gotowi powiedzieć, że na czymś się nie znamy, do czegoś nie nadajemy, że jakiś projekt był klapą. O ile łatwiejsze byłoby życie ludzi, którym – jak w TVN czy Polsacie (nie spodziewałam się, że kiedyś to pochwalę) Pan Kuba i Pani Kasia mówią „Słodziutka, nie nadajesz się do tego”. I ona wtedy, ta Słodziutka, ma dwie drogi – albo walczy i udowodni, albo odpuści i poszuka sobie czegoś, w czym będzie lepsza. Przecież tak czy siak wygrywa.

 

Rok temu zrezygnowałam z robienia prezentacji na konferencjach. Czasem jest mi trochę żal, ale wiem dobrze, że to nie moja bajka, że robię to źle. Więc zostawiam sobie tylko małe warsztaty, raz na pół roku. Z tym mi dobrze i w tym się sprawdzam. Nie udaję, że jestem dobra w czymś, w czym nie jestem. Ale wciąż gryzę się z tym, że moje rozstanie z konferencjami trwało tak długo. A trwało, bo mimo moich wątpliwości wciąż słyszałam: „świetna prezka”, „super ci poszło”. WTF?!? Czy oni są ślepi?

 

Wniosek.

 

Nie róbcie tak. Jak coś spieprzę, to mi o tym mówcie. Jak ktoś Wam bliski wchodzi na minę, złapcie go za rękę albo wezwijcie snajpera. Ale nie pozwólcie mu wylecieć w powietrze. Nie pozwólcie trwać w zachwycie, którego w rzeczywistości nie ma. Miejcie litość, a będziecie nagrodzeni.

 

Osobiście będę dziękować.

 

Jak zapisywać linki do stron i kiedy je czytać

Ostatnio więcej czytam, niż piszę. A nawet jeśli coś piszę, to są to kolejne teksty o komunikacji, wideo, ostatecznie specyfikacje techniczne nowych projektów. Już nie możecie się doczekać, kiedy je przeczytacie, prawda? :)

W związku z tym, podzielę się z Wami tym, co czytam. Ale zanim pakiet ciekawych linków – dwa słowa o ich przechowywaniu. Być może mój system komuś się przyda.

 

Jak przechowywać linki do stron?

Mam dwa miejsca, w których zapisuję linki. Pierwsze to oczywiście aplikacja Pocket. Instalujecie ją jako dodatek do przeglądarki, oraz na urządzeniach mobilnych (jako aplikację). Dzięki temu macie wszystkie linki w jednym miejscu. Dla hardkorowców – można je w aplikacji segregować (jupi!) za pomocą tagów.

Tak wygląda lista… swoją drogą – chyba domyślacie się jaki temat jest aktualnie u mnie „na tapecie” :)

Screen Shot 2015-10-28 at 17.00.11

 

Drugie miejsce to linki zapisywane na Facebooku. Można to zrobić tak:

Screen Shot 2015-10-28 at 17.01.35

 

A później przeglądać tu:

Facebook

 

Kiedy czytam?

Na linki z Facebooka mam zapisaną godzinę w poniedziałki, środy i piątki. Linki z Pocketa czytam w weekendy albo w drodze. Staram się nie odpuszczać tych terminów, a system bardzo się sprawdza. Jestem na bieżąco, a nie marnuję czasu na robienie przerw.

 

Co mi to daje?

Przede wszystkim mogę od razu odrzucić teksty, które tylko pozornie wydały mi się ciekawe. Zaglądam, czytam nagłówki i pierwsze zdania i decyzuję – czytam, nie czytam. Jeśli nie czytam – od razu kasuję z listy. Tym sposobem łatwiej podjąć mi decyzję co warte jest mojego czasu i uwagi, a taki system pozwala mi na chłodną weryfikację, a nie czytanie od razu i – często – zmarnowanie kilku minut.

Mam archiwum linków – ileż razy szukałam jakiejś strony, bo gdzieś, coś, kiedyś zobaczyłam. Teraz wszystko mam w jednym miejscu z powodzeniem mogę wyszukać stronę, która interesowała mnie pół roku temu.

Wszystkie linki mam na wszystkich urządzeniach. Czyli wszędzie mam porządek :)

Polecam Wam gorąco takie działania. Wyznaczcie sobie czas na czytanie, nie odrywajcie się od pracy za każdym razem, gdy zobaczycie ciekawy tytuł. Wybierajcie i skupiajcie się tylko na tekstach, które na to zasługują. Np. na takich:

Ciekawe aplikacje społeczne

Hasztagi, które zarabiają

Jak mądrze i sprawnie notować (a później wiedzieć jak z notatek korzystać)

Zaduma na przyszłość 

Social Media – e-book 2010 – 2015 – 2020

Mieszkanie – kupić czy wynajmować?

Jak napisać tekst o firmie?

 

No to co, miłego czytania i zapisywania! :)

 

O co chodziło z warszawskimi Syrenami?

Jakiś czas temu w necie pojawiły się informacje o tajemniczych istotach wydobytych z Wisły. Na Facebooku wyglądało to mniej więcej tak:

 

Screen Shot 2015-10-14 at 11.10.31

 

Następnie ukazał się film. Też go udostępniłam (bo chyba już wiecie, że byłam odrobinę w całą akcję zamieszana) i ku mojemu zdziwieniu, pod filmem pojawiła się bardzo ciekawa dyskusja. A co to za stworzenia, czy to pomysł na kampanię, czy coś kręcą – o co chodzi?!

Jednak o wiele większym zdziwieniem był dla mnie fakt, że sporo osób pytało mnie o ten wpis bezpośrednio, offline. Prawdę mówiąc kompletnie nie spodziewałam się takiego zainteresowania, zwłaszcza, że to nie pierwsza taka akcja, w której biorę udział i inne zazwyczaj nie odbijają się tak szerokim echem.

 

No dobra, ale o co chodziło z tymi Syrenami?

Syreny w Warszawie to projekt w ramach Festiwalu Nowi Warszawiacy. Brzmi bardzo prosto, ale zacytuję Wam fragment oficjalnej informacji, bo to wcale nie tak łatwo wyjaśnić:

Syreny w Warszawie to spektakl teatralny w reżyserii Geralda Tylera – autora wielu projektów teatralnych, których akcja rozgrywa się w przestrzeni miasta. 

Syreny w Warszawie to współczesne odczytanie warszawskiej baśni o syrenie, a zarazem opowieść teatralna o bólu stawania się warszawiakiem oraz o tym, jak my, mieszkańcy Warszawy, patrzymy na przyjezdnych, innych, nowych. A dziś w sposób szczególny jest opowieścią o uchodźcach i imigrantach.

Nieźle, co? Sama akcja jest fajna, zaciekawia, ale przyznajcie – wyjaśnienie jest jeszcze bardziej pokręcone. Spektakl. Teatralny. Hmmm.

Jeśli chcecie poznać temat głębiej – na stronie www.nowiwarszawiacy.pl można śledzić dodawane codziennie materiały video – dzienniki naukowców, poddających syreny kolejnym badaniom i obserwacji. Jest to zapis przemiany świadomości badaczy oraz syren i doświadczenia spotkania z kimś obcym, innym, nieznanym.

Festiwal Nowi Warszawiacy to przedsięwzięcie Białołęckiego Ośrodka Kultury, Muzeum Woli,
o. Muzeum Warszawy, 
m.st. Warszawa oraz Wolskiego Centrum Kultury. Festiwal składa się z: akcji społecznych „Warszawa od środka” na Woli i Białołęce, działań artystycznych oraz debat i konferencji naukowej. 

I teraz pytam całkiem serio – co myślicie o takich akcjach? Czy przemawia do Was takie działanie? Dajcie znać!

 

W tekście wykorzystałam fragmenty informacji prasowej mówiącej o wydarzeniu.

Czego nauczyła mnie Japonia?

Japonia nauczyła, przypomniała, zaskoczyła. Było tak różnorodznie, że i lista taka być musi.

1. Niewiele mi trzeba

To był mój dom przez 8 dni w Tokio. Wystarczyło.
IMG_7610

 

 

2. Cisza jest błogosławieństwem

Z właszcza po wyjściu z takiego miejsca
IMG_6386

 

 

3. Czasem najważniejszą sprawą jest wschód słońca

Dokładnie. Tego konkretnego słońca. Nic innego w tej chwili nie miało znaczenia.
IMG_6565

 

 

4. Ludzie zmęczeni lepiej śpią

Praktycznie bezsenna noc w Matsuyamie.
IMG_7095

 

 

5. Nie ma konieczności obnoszenia się z faktem, że czegoś nie potrafię (albo tak mi się wydaje)

Nikt prócz mnie o tym nie wie.

 

6. Bezpiecznie jest upijać się tylko alkoholami, które znam

Z przyzwoitości zdjęcia nie dodam.

 

7. Sztuka mnie wycisza

Bardzo.
IMG_7569

 

 

8. Zorganizowanie to nie zbiór trików, tylko stan umysłu

 

9. Inny punkt widzenia problemu jest pierwszym krokiem do jego rozwiązania

 

10. Trzeba myśleć więcej o ludziach, którzy Cię kochają

 

11. Cierpliwość popłaca

 

12. Kontrasty i różnice to wartość

IMG_6977

13. Warto czasem nie sprawdzać, na co się piszemy

 

14. Warto czasem sprawdzać, na co się piszemy

Do obu tych punktów musiało być zdjęcie Piotra. To najbardziej nas różniło :) Piotr w knajpie sytlizowanej na zakład psychiatryczny.
IMG_7590

 

15. Warto być uprzejmym

 

16. Nie warto przywiązywać się do rzeczy

Wyrzuciłam te buty. Podobnie jak wiele innych rzeczy. Ekosystem Japonii zaburzony!
IMG_6629

 

 

18. Dobre jedzenie uszczęśliwia

Bardzo!
IMG_7628

 

19. Oddychaj

20. Nie wszystko trzeba rozumieć

 

 

Blog Forum Gdańsk – jak śledzić najważniejszą blogową konferencję w roku

Nie ma Cię na Blog Forum Gdańsk? Mnie też nie :) Ale wiem dobrze, że to miejsce, w którym warto być. Na szczęście organizatorzy pomyśleli o takich osobach jak my. Oto jak być w Gdańsku, siedząc na swojej kanapie.

 

Oglądaj transmisję online!

Screen Shot 2015-09-26 at 11.53.00 AM

 

Nie chcesz całego weekendu spędzić przed komputerem? Wybierz kogo chcesz posłuchać (klik!)

Ja czekam na:

Dzisiaj (sobota)

13:30 – Maciej Budzich #technologie #blog #trendy #palecbudzicha

15:00 – Jacek Kotarbiński, Jan Favre, Małgorzata Jasnoch, Jacek Kłosiński, Agnieszka Oleszczuk-Widawska Rozmowa: Blogerzy i Startupy: łączy nas społeczność, czyli czego możemy nauczyć się nawzajem od siebie?

16:00 – Paweł Tkaczyk, Natalia Hatalska, Paweł Opydo, Joanna Malinowska-Parzydło Trzy ścieżki do lepszego bloga.

 

Jutro (niedziela)

10:15 – Prof. Jerzy Bralczyk, Paulina Mikuła, Arlena Witt Czy w Internecie komunikujemy się, Mówiąc Inaczej niż poza nim? Które słowa lub terminy tłumaczymy na polski, a które zostawiamy Po Cudzemu? Jak język Internetu wpływa na język „reala”?

11:00 – Konrad Traczyk, Patryk Bryliński, Michał Górecki, Joanna Kurkowska, Mateusz Paszkiewicz, Tomasz Sulewski Panel dyskusyjny: Czy Snapchat jest dla blogerów oraz 11 innych pytań o żółtego duszka wraz z odpowiedziami.

Nie wiem czy będzie okazja, by oglądać warsztaty, ale jeśli tak, to ja bym wybrała:

Włodek Markowicz Warsztat: #video #emocje, mówią, że mój warsztat jest pełen emocji…

 

Na BFG baaardzo ciekawe dyskusje pojawiają się na Twitterze. Polecam więc z czystej ciekawości śledzić dziś i jutro #bfgdansk (można o tu). Z pewnością wyłapiecie kilka osób, które warto obserwować w przyszłości. Dodajcie też do obserwowanych konta prelegentów – tam z pewnością znajdziecie dużo dobra.

Jak Wam mało, zawsze możecie śledzić trend BFG na Instagramie (o tu).

Można też obserwować oficjalne konta konferencji:

Snapchat: bfgdansk (prowadzi Karol Paciorek)
Twitter: www.twitter.com/blogforumgdansk
Vine: https://vine.co/u/1217850915261222912
Instagram: www.instagram.com/bfgdansk

 

No i już nie przesadzajmy, tyle wystarczy. Po konferencji pojawi się z pewnością kilkadziesiąt różnych relacji – też warto zerknąć na wybrane.

A jeśli macie w sobie odrobinę sentymentu, to zapraszam na Blog Forum Gdańs 2013. Wtedy byłam tam z kamerą i udało mi się porozmawiać z kilkoma blogerami w kontekście NGO i nie tylko :)

Andrzej Tucholski

Maciek Mazurek – ZUCH

Michał Górecki

Agnieszka Kaluga

Jacek Gadzinowski

Moja wielka podróż do Japonii

O Japonii pewnie będę pisać jeszcze nie raz. To kraj drobnostek, małych rzeczy, które budują wszystko, co duże. Tak ją odbieram. Cenię sobie to, czego się tam przez ten niecały miesiąc nauczyłam.

Tam nie ma budynku czy drzewa, które „no musisz zobaczyć, mówię Ci”. Tam cały ten fascynujący klimat tworzy ekosystem. Fakt, że wszystko jest ze sobą połączone i z czegoś wynika. I działa, mój Boże, jak tam wszystko działa! A kiedy już Ci się wydaje, że zaczynasz rozumieć, miasto się buntuje i mówi, że dziś się z Tobą nie dogada. Że kiedy myślisz, że wiesz czego się spodziewać, okazuje się, że nie masz pojęcia na co się piszesz. Że kiedy rozmawiasz z kimś i myślisz, że to ma sens, oni wypalają z takim tekstem, że otwierasz oczy jak w mandze i już nie wiesz co masz z nimi zrobić. Napiszę o tym więcej, obiecuję. Albo opowiem jak ktoś będzie chciał. Zapraszam.

Tymczasem… nie robię zdjęć zawodowo. Wiecie, tak sobie pykam. Ale lubię to robić, sprawia mi to radość. Dlatego też liczę na Waszą wyrozumiałość :)

 

Aby zobaczyć zdjęcia należy kliknąć fotę niżej i chwilkę poczekać. Albo najechać na zdjęcie i klikać w boczki :) Większość zdjęć już podpisałam, co czasem ma znaczenie :)

 

Japonia 2015

Pięć trików, które natychmiast zwiększają produktywność

Mam dużo zadań, pomysłów i planów. Dziś udaje mi się zdążyć ze wszystkim, ale wymagało to kilku lat doświadczeń, prób i błędów. Dziś mam dla Was kilka sprawdzonych rad, kiedy serio chcecie „usiąść i zrobić”.
Zanim zacznę pracować…

1. Eliminuję telefony z pola widzenia

Jakieś pół roku temu odkryłam, że telefony mają dźwięk! Tak, one potrafią informować dźwiękami, że coś się dzieje, że ktoś chce się z nami skontaktować. Nie mogę sobie pozwolić na wyłączenie dźwięków, ale samo usunięcie tych małych podstępnych ekranów z pola widzenia sprawiło, że zaczęłam sprawniej działać. Łatwiej mi się skupić, bo nie zerkam na nie i sama z siebie nie sprawdzam, czy przypadkiem coś się nie zmieniło (bo mogło!). Dodatkowo wyłączyłam powiadomienia aplikacji (prócz Periscope i Snapa).
Tak jak na zdjęciu nie można :)

2. Mam wyłączony telewizor

Nie ważne czy chodzi o telewizor w pracy czy w domu. Jeśli jest włączony pracuję zdecydowanie wolniej, rozpraszają mnie migające obrazki. Dźwięk także (jeśli nie jest to muzyka, ale ta też nie zawsze mi służy). Trzeba zbadać jakie środowisko pracy jest dla Was najlepsze. Ja czasem wolę pracować w ciszy, czasem słuchając muzyki (nasza “pracowa” playlista, łapcie). Ale TV zawsze odpada.

3. Nie chcę zrobić wszystkiego danego dnia

Listy, listy, trzeba robić listy, a na nich mają być zadania, zadania i jeszcze raz zadania. A wszystko na karteczkach, aplikacjach, w kalendarzu. AAAA!!!
Jeśli ustalę sobię, że danego dnia zrobię 20 rzeczy, a już ustalając to wiem dobrze, że to nierealne, to równie dobrze mogę w ogóle za nic się nie brać. Skoro wiem, że nie zrobię wszystkiego (bo takie jest założenie!), to co za różnica, czy nie zrobią 5 rzeczy czy 15. Przecież i tak coś musi zostać. I zostaje :)
Czasem na mojej liście jest dziesięć drobiazgów, czasem jeden punkt. Ale zawsze taki, który wiem, że ZREALIZUJĘ. Bez tej motywacji nie idę do przodu.

4. Dbam o posiłki

Jak jestem głodna… zło. I to w czystej postaci. Robię się nerwowa, nie jestem w stanie się koncentrować, myślę tylko o posiłku i nie da się ze mną dogadać. Dlatego zawsze przed poważnym zadaniem muszę coś zjeść (najlepiej coś pysznego). Od razu chce mi się pracować!
picjumbo.com_HNCK5688
Jak to widzę… od razu chce mi się pracować! :)

5. Myślę o nagrodzie

Wiem dobrze co mnie czeka, kiedy zrealizuję konkretne zadanie. Te nagrody są różne i nie dla wszystkich pewnie będą miały taką samą wartość. Ale czasem nagrodą jest sam fakt wykreślenia zadania z listy :) Alby wydarcia go z niej. Zamazania. Podarcia i wyrzucenia :P Tak, tak też bywa :)
Myślcie o nagrodach, to pomaga!

 

Nie powiem Wam niestety czy są to jakieś techniki albo jak się poszczególne elementy nazywają. Opieram to wyłącznie na moim doświadczeniu i codziennej pracy, więc niestety, ciekawych nazw nie będzie, ale mam “jedno zdanie na podsumowanie”: to działa #potwierdzoneinfo

 

Banalne czy użyteczne?
Dajcie znaki!

 

Daj mi swoje 5 minut – poznaj serwis dla e-wolontariuszy

Siedzisz czasem „w Internecie”? Wiesz, tak zwyczajnie – odpalasz kilka zakładek na kompie, oglądasz film na YouTube i w międzyczasie sprawdzasz Facebooka na telefonie? Nie? Nigdy? Wiem, nikt się nie chce do tego przyznać, ale przynajmniej raz na jakiś czas zdarza Ci się bimbać w sieci, czego efektem jest… nic. Mijający czas.

Mam dla Ciebie inną propozycje na spędzanie czasu „w Internecie”. To jest ten moment, kiedy Fejsa nie chce Ci się nawet odpalać, snapy się skończyły, na Periscopie lecą tylko jakieś spacery, a na Instagramie nic się nie zmieniło. Zrób wtedy coś dobrego i daj mi swoje 5 minut – wejdź wtedy tu – na TuDu.

TuDu to serwis łączący organizacje pozarządowe z e-wolontariuszami (czyli takimi wolontariuszami, którzy realizują swoje zadania w internecie) przy realizacji prostych i krótkich zadań (mikrozadania).

2

 

Dlaczego to jest dla Ciebie?

 

  1. Przydasz się na coś (a fajnie jest się do czegoś przydawać).
    Masz wiedzę, doświadczenie, znasz się. Na czym? Nie wiem, ale na czymś z pewnością. Może znasz dobrze angielski, może masz doświadczenie w realizacji dużych (albo małych projektów), może potrafisz zrobić fajną infografikę albo wyjaśnić komuś jak wyłączyć lokalizację w telefonie. Na TuDu są ludzie (organizacje), którzy potrzebują Twojej pomocy. Ale nie takiej na całe życie i przez godzinę dziennie codziennie. Takiej na 5 minut. Porady, podesłania linka, może realizacji jakiegoś konkretnego zadania, które sam nazywasz „pikuś”.
  2. Udzielisz konkretnego wsparcia w bardzo krótkim czasie.
    Taka jest idea serwisu. Pomagasz w malutkich zadaniach. To nie są wielkie wyzwania, to drobnostki, by nie powiedzieć „pierdoły”. Ale w szerszym kontekście – bardzo ważne z perspektywy pracy organizacji.
  3. Masz wyniki i „wpis do portfolio”.
    Tak, to wolontariat. Noł kesz bejbe. Ale… możesz dać się poznać jako solidny e-wolontariusz i wsparcie dla NGO. Możesz złapać doświadczenie w pracy przy dużych projektach (w końcu małe zadania zawsze są częścią większych), możesz pracować z największymi organizacjami pozarządowymi w kraju, a w końcu możesz…
  4. Poznajesz nowych ludzi.
    I to nie tylko z NGO, ale łapiesz kontakty z innymi wolontariuszami, którzy też gdzieś pracują, coś robią zawodowo… kto wie co z tego wyjdzie! Witamy w gronie e-wolontariuszy! ;)

Sprawdź TuDu i zostań e-wolontariuszem. Możesz tam zaglądać codziennie, możesz tylko wtedy, kiedy już serio nic nie zostanie Ci do oglądania w necie. Nieważne. Zerknij, załóż konto, poszukaj zadań dla siebie. Kto wie jak ta przygoda się zakończy :)

 

1

 

Mój profil jest tu

Więcej o TuDu.org.pl niebawem na moim snapie (k_rojek)

Widzimy się!

 

Wybieram. Mieć mniej, być bardziej.

To już nie pierwszy raz, kiedy mam przesyt tego, co dzieje się wokół mnie. Kiedy wszystkiego jest za dużo – od wrażeń, po książki na regałach i ilość papierów w moim otoczeniu. Umiłowanie ciszy i porządku (co tylko pozornie jest sprzeczne z moją naturą) powraca do mnie jak bumerang. Ale teraz wreszcie wiem co z tym zrobić.

Nie da się mieć wszystkiego i być wszędzie. Pewnych rzeczy nie jestem w stanie zrobić fizycznie (nie mam chęci, czasu, zapału), inne, mimo że wydają się ważne, w ostatecznych rozrachunku w ogóle przestają mieć znaczenie. Wybierać – tego muszę się nauczyć.

Banalne i strasznie “kołczowskie” jest przekonanie, że trzeba wiedzieć co jet dobre DLA MNIE. Wg mnie i wg moich potrzeb. Nie posiłkując się opiniami czy radami innych, którzy filtrując nasze wątpliwości przez swoje doświadczenia i swój system wartości mogą wskazać nam kierunek, który, co się zazwyczaj okazuje po czasie, kompletnie nie jest tym, w którym powinniśmy iść.

Wybierać. Nie zadowalać się tymczasowością i bylejakością. Decydować kto i dlaczego jest dla nas ważny, a nie potrzebny. Decydować czemu poświęcać czas, a co zostawić. Rezygnować i odpuszczać, ale w najważniejszych sprawach – walczyć do końca. 

Ten patetyczny ton to tylko zmyłka. Bo to wszystko objawia się w najprostszych sprawach. W niekupowaniu. W wyrzucaniu / oddawaniu niepotrzebnych rzeczy. W nietworzeniu stu list z tysiącami zadań. W zmianie sposobu ubierania się, gotowania, spędzania wolnego czasu. W eliminacji kolejnych kont społecznościowych, w eliminacji treści, która na tych kontach się wyświetla i ludzi, którzy często okazują się być niespodziewanym rozczarowaniem, zwłaszcza w ostatnich dniach. Mieć mniej. Być bardziej.

Wszystko można robić prościej, wtedy jest więcej czasu na oddech. A oddychanie jest ważne. Dotlenia i pozwala się skupić. Na tym, na czym skupić się warto.

 

 

 

***

Polecam wysłuchanie tego spotkania “Pani z telewizji”. To jeden z tych filmów, na których – moim zdaniem – warto się skupić i poświęcić mu czas.

Jak stworzyć dobre zadanie, które sprawnie zrealizujesz?

Panowanie nad swoim czasem i tworzenie list – ostatnio coraz więcej osób do tego zachęca. I słusznie, bo chociaż produktywność możemy zwiększyć na wiele sposobów, to lista jest tym najprostszym, intuicyjnym i dobrze nam znanym. W swej prostocie ma jednak jedną, ale zasadniczą wadę. Lista składa się z zadań. A napisanie dobrego zadania wcale nie jest takie proste.

 

Jak najczęściej rozpisujemy zadania?

Kiedy z kimś rozmawiam o jego listach i zadaniach, to pierwszym z brzegu jest zazwyczaj:

– zacznę biegać

– dostanę podwyżkę

– zmienię pracę

– pójdę na siłownię

 

 

Super, każde z tych zadań wydaje się jasne, jest proste do ogarnięcia. Zapisujecie ja na kartce i… kurde, realizacja wcale nie jest łatwiejsza! Oszukują na tych wszystkich blogaskach blogery dziadoskie! Mówią, że jak zapiszesz, to będzie łatwiej, a wcale nie jest. 

Nie jest, bo te pozornie oczywiste i jasne zadania, to w rzeczy samej całe projekty, które składają się z najmniej kilkudziesięciu mniejszych zadanek.

 

Jaki jest mój system?

Do zapisywania zadań używam Wunderlist (więcej o samej aplikacji jeszcze napiszę). Testowałam wiele apek i ta spełnia moje wymagania, a przy tym bardzo mi się podoba. To w zasadzie ta aplikacja nauczyła mnie inaczej myśleć o zadaniach. Bo – jak się okazywało – jedno zadanie, mimo że wpisane na listę czwartkową, realizowałam przez cały tydzień, a nie w jeden dzień. I to wcale nie dlatego, że byłam leniwa, ale dlatego, że nie było to możliwe. Źle oceniłam swoje możliwości? Nie! Źle napisałam zadanie.

 

 

Jak zrobić to dobrze?

Zatem, jeśli miałabym zadanie „Zacznę biegać”, rozpisałabym je tak (i robiła w tej kolejności, przy czym pierwsze marsze zaczęłabym tego samego dnia)

Nie dodaję dat, bo to bardzo indywidualna sprawa i zależy od stopnia zaangażowania, rodzaju pracy, ilości posiadanych dzieci – bądź ich braku, zajęć dodatkowych i miliona innych rzeczy

 

– poszukać biegu na 10 km w czerwcu (+ jeśli jest potrzeba zacząć odkładać na buty do biegania)

– zapisać się na bieg 10 km w czerwcu (upewnić się, że dostanę urlop, jeśli jest potrzebny)

– pierwsze marsze

– spotkać się z [imię specjalisty], który podpowie jak trenować i jakie buty kupić

– marszo – biegi

– przygotować plan treningowy (przy pokonać 10 km w czerwcu) pod okiem specjalisty (albo serwisów, blogów itd.), zapoznać się z nim, zaakceptować, przetrawić

– kupić buty do biegania

– rozpocząć realizację planu treningowego

– zainstalować Endomondo lub innej apki do biegania na tel

– rozpocząć realizowanie planu treningowego z cotygodniowym podsumowaniem

– przygotowanie playlisty do biegania

– zakup sexi odzieży i akcesoriów do biegania :) (to ważne! zwłaszcza po utracie pierwszego sadła :P)

– organizacja wyjazdu / dotarcia na bieg 10 km w czerwcu

– bieg, medal, wyżerka!

 

Sporo, co? Ale u mnie to się super sprawdza. Dzięki temu, że poświęcam chwilę na zrobienie takiej rozpiski, na każdym etapie wiem co mam robić, wiem co jest następne, potrafię zaplanować czas potrzebny do realizacji kolejnych elementów układanki. To działa!

 

11181246_742831985835901_3196555113151299425_o

 

 

To jeszcze jedno, niech to będzie „zadanie przedsiębiorcy”. Kto ma własną malutką działalność, pewnie mnie zrozumie :)

Zadania: podpisanie umowy

Haha, zadanie (teraz mnie to bawi :P). To jest cały projekt!

– przygotowanie odpowiedniej umowy dla pracownika

– akceptacja księgowej

– przesłanie kwestionariusza do pracownika

– przesłanie umowy do pracownika

– przesłanie wypełnionego  kwestionariusza do księgowej

– podpisanie umowy

– wysłanie umowy do pracownika

– odesłanie umowy podpisanej umowy do biura

+ ewentualne poprawki i negocjacje dot. punktów umowy

Jedno zadanie? W jeden dzień? Nie ma opcji.

 

 

Uratują Cię mikrozadania

Jeśli wielki projekt chcesz zrealizować w jeden dzień, nie podzielisz go, to ja się wcale nie dziwię, że w pewnym momencie można powiedzieć, że tego się zrobić nie da. No nie da się, bo nie wiadomo co robić :) Uratuje Cię tylko dobre zadanie.

 

Takie jest moje doświadczenie w tym zakresie. Mnie mikrozadania bardzo pomogły i cały czas pomagają, chociaż staram się nie popadać w skrajności. W każdym razie – takie rozpisanie projektu ułatwia też delegowanie go innym osobom. Najczęściej nic nie trzeba wyjaśniać, bo mikrozadania są raczej jasne dla każdego, nawet jeśli nie jest w temacie.

 

Zostawiam Was z tym na majówkę. Jak już Wam się znudzi Specjal, bieganie i telewizja, to sobie trochę poplanujcie :)

 

Jeśli macie problem z rozpisaniem jakiegoś zadania – dajcie znać. Pomogę z radością.